Wycieczka do Szkocji

Dostąpiliśmy też zaszczytu wejścia na pokład królewskiego jachtu HMY Britannia, gdzie przez moment mogliśmy się poczuć jak członkowie rodziny królewskiej.

Następny dzień okazał się trochę bardziej pechowy pod względem pogody, czyli typowo brytyjski, jednak mały deszczyk nie stanął nam na przeszkodzie, by odwiedzić Edynburg Castle, gdzie zobaczyliśmy  insygnia królewskie w całej swojej okazałości. Mieliśmy też okazję spędzić trochę czasu na słynnej i bogatej ulicy  Royal Mile, z jej licznymi sklepami i restauracjami.

Mowę odebrał nam  przepych Palace of Holyroodhouse. Jest to rezydencja królewska, którą nadal odwiedza królowa Elżbieta II. Pławiliśmy się w luksusie prywatnych komnat rodziny królewskiej i marzyliśmy o byciu gośćmi honorowymi na obiedzie u  królowej. Nasze pragnienia nie zostały niestety spełnione, więc musieliśmy zadowolić się kolacją w naszym  hostelu.

W  środę udaliśmy się na całodniową wyprawę na północ do Pitlochry - bramy szkockiego Highlands. Dotarliśmy aż do tajemniczego jeziora Loch Ness. W podróży towarzyszył nam miejscowy przewodnik, którego charakterystyczny akcent, był w stanie „załamać” nawet najlepszych poliglotów, (ach ci Szkoci). Samo jezioro, rozsławione legendą o monstrum zamieszkującym jego odmęty, wzbudziło w nas chęć przygody i odkrywania nieznanych nam terenów. Rejs statkiem przebiegł wręcz „przygnębiająco” spokojnie i wszelkie marzenia o walce z potworem, a nawet chociaż ujrzenia go, spełzły na niczym. Pomimo usilnych prób nie udało nam się wywabić go na powierzchnię. Jednak podejrzewam, że przyczyną  mogła być paskudna pogoda. My też nie mieliśmy ochoty opuszczać  autokaru bez parasoli, a co dopiero mówić o tak znanej osobistości, jak słynny na całym świecie potwór z Loch Ness.

Jechaliśmy brzegiem jeziora tuż obok ruin średniowiecznego zamku Urghart Castle i mogliśmy przysiąc, że słyszeliśmy w oddali szczęk broni i nawoływania ludzi nawiązujące do trudnej historii Szkocji, o której opowiadał nam przewodnik. Ale to prawdopodobnie była tylko nasza wyobraźnia.

Ostatniego dnia zanurzyliśmy się jeszcze bardziej w odległe czasy.  Dzień rozpoczęliśmy od wizyty w National Gallery of Scotland z jej wspaniałą kolekcją obrazów. Do woli mogliśmy podziwiać dzieła stworzone na przestrzeni  wieków. Przewijały się różne style malarskie i techniki, dzięki czemu każdy mógł znaleźć  coś, co go urzekło .

Następnie udaliśmy się do National Museum of Scotland. Ogromna liczba eksponatów i ograniczony czas nie pozwolił nam w pełni docenić wszystkich cudów, które to muzeum miało do zaoferowania, niemniej jednak każdy z nas próbował wchłonąć  jak najwięcej z tego dziedzictwa szkockiej kultury.

Musieliśmy niestety już powoli żegnać się z tą piękną krainą. Godzina naszego odlotu zbliżała się wielkimi krokami. Czuliśmy wielki niedosyt, ale przyrzekliśmy sobie, że musimy tu jeszcze wrócić .

Kraina ta zrobiła na nas wielkie wrażenie swoją urodą, historią, specyficzną atmosferą i cudownymi ludźmi.  Te widoki na długo zostaną w naszych sercach. Dziękujemy też naszym opiekunom za tę wspaniałą przygodę.                     

Weronika Sassyn